Producenci

Mel Brooks

TEATR ROZRYWKI – CHORZOW, PREMIERE 28.06.2009

DIRECTOR:
Michal Znaniecki

SET:
Luigi Scoglio

COSTUMES:
Ilona Binarsch

CAST:
Max Białystok: Jacenty Jędrusik / Dariusz Niebudek,
Leo Bloom: Paweł Strymiński,
Ulla Swanson: Barbara Ducka / Katarzyna Hołub,
Roger de Bill: Dariusz Niebudek / Jarosław Czarnecki,
Carmen Yola: Sebastian Ziomek,
Ekipa Rogera: Izabella Malik, Marek Chudziński, Bartłomiej Kuciel, Krzysztof Włosiński,
Franz Liebkind: Adam Szymura,
Macaj Obracaj: Stanisława Łopuszańska,
Trzy jurne staruszki: Ewa Grysko, Anna Ratajczyk, Alona Szostak,
Marks / Sędzia / Johann / Zarządca więzienia: Andrzej Kowalczyk,
Jack, policjant: Dominik Koralewski,
Żołnierz: Łukasz Musiał,
Pianistka: Lena Minkacz

projekt logotypu: Anna Sielska

REVIEW:

W chorzowskim Teatrze Rozrywki odbył się prapremierowy w Polsce spektakl musicalu pt. Producenci. To była zadyma w… dobrym stylu. Trzy i pół godziny balansowania na wszelkich możliwych granicach – obyczajowej, teatralnej, towarzyskiej – i ani jednego upadku!
Polska premiera musicalu Mela Brooksa Producenci w chorzowskim Teatrze Rozrywki (spektakl prapremierowy odbył się w niedzielę, 28.06.) powstała w zawrotnym tempie – próby trwały dwa miesiące, a rzecz wygląda jakby pracowano nad nią pół roku. Kapelusz z głowy przed wszystkimi zespołami Teatru Rozrywki. Kapelusz zdjąć wypada i przed Dariuszem Miłkowskim, który zdecydował się Producentów wystawić. Sztuka znana jest w Polsce od lat i wielu dyrektorów pałało żądzą jej realizacji. Nikt się jednak nie zdecydował. Powszechnie sądzono, że jest zbyt kontrowersyjna, a polska publiczność może poczuć się nią dotknięta.
Tymczasem sztuka Brooksa nie jest brutalną rozgrywką z konkretnym środowiskiem czy grupą społeczną. To tylko zwierciadło (mocno wykrzywiające) podstawione nie tyle ludziom, co utartym schematom, jakie mamy na ich temat. Jeśli więc Żydzi – to pazerni krętacze; jeśli geje – to zniewieściałe dziwaki; jeśli staruszki – to niewyżyte seksualnie wariatki; a jeśli długonogie blondynki – to mózg mają pod szlafroczkiem. Tak myślicie, zdaje się pytać Brooks, to ja wam te schematy wyolbrzymię i pokażę, że wszyscy oni, razem wzięci, fajniej żyją niż wy – poukładani ludzie.
Natomiast scenariusz Producentów rzeczywiście prowokuje do reżyserskiej szarży, która inteligentną kpinę szybko może zmienić w wulgarne żarcisko. Jeśli chwalić Michała Znanieckiego, reżysera Producentów, a chwalić trzeba, to w pierwszej kolejność za wyczucie stylu i smak, dzięki którym ominął pułapki dosłowności. Portrety są ostre, ale zabawne. Przywary wyolbrzymione, ale dalekie od chamskiej karykatury. Tekst – przekład Daniela Wyszogrodzkiego bardzo się inscenizacji przysłużył – pełen zaś pikantnych żartów, nie wali jednak po uszach grubiaństwem.
Treścią musicalu są perypetie dwóch producentów, którzy postanawiają wyreżyserować klapę, doprowadzić do zdjęcia sztuki z afisza, a potem zwiać z forsą (wyłudzoną od żądnych miłosnych przygód staruszek) do Rio. Sztuka, którą wybierają, to zdaje się był ten najwrażliwszy punkt Producentów, który blokował polskich realizatorów. Bo Max i Poldek decydują się na szmirę pt. Wiosna Hitlera. Na scenie pojawiają się więc swastyki, hitlerowskie pozdrowienia i mundury etc. W chorzowskiej inscenizacji to jednak najzabawniejszy fragment całości i jedyny dopuszczający karykaturę w wymiarze full. Michał Znaniecki w stu procentach zrealizował życzenie Mela Brooksa, który brał odwet na Hitlerze poprzez jego ośmieszenie.
Takiej interpretacji reżyser podporządkował formę, która momentami przypomina szaleństwo. Spektakl toczy się w takim tempie, że widz żałuje, iż ma tylko jedną parę oczu. Aktorzy grają rewelacyjnie i to w każdym planie! Para protagonistów – Jacenty Jędrusik (wyjadacz Max Białystok) i Paweł Strymiński (Leo Bloom, producent debiutant) oparta na klasycznym kontraście zachowań i postury, to aktorska brawura plus… znakomita dykcja.
I jak tu nie polubić tych cudownie barwnych wydrwigroszy, którym aktorzy serce wprost oddają (nie przestając, jako postacie, kalkulować)? Prześmieszną postać reżysera de Billa, a potem scenicznego Hitlera, wykreował Dariusz Niebudek; ostrą kreską, ale z wyczuciem granic żartu. Kapitalną parodię sentymentalnego faszysty Franza stworzył Adam Szymura (i jego gołębie!), Szwedkę Ulle rozbroiła wdziękiem Katarzyna Hołub, wybuchową mieszaninę despotyzmu i seksapilu przywódczyni staruszek, zwanej Macaj Obracaj, koncertowo zagrała Stanisława Łopuszańska!
Wszystko w tym spektaklu pasuje jak w puzzlach. Monumentalna, superpomysłowa scenografia Luigiego Scolia, oryginalna choreografia Piotra Jagielskiego i orkiestra pod dyrekcją Jerzego Jarosika, która zebrała owację, równą ekipie aktorsko-baletowo-chóralnej. Muzyka, w której Mel Brooks bawi się motywami ze słynnych musicali (z Kabaretem na czele), to kolejny atut Producentów. I tylko jedno w tym torcie było przedobrzone – fragment grany po śląsku. Niepotrzebnie, bo sztucznie. Poza tym – frajda.

(Henryka Wach-Malicka, Polska. Dziennik Zachodni)

* * *

Dość kompleksów śląskiej prowincji! Mamy musicalowy hit, a dla ścisłości, pożądaną klapę. „Producenci” wg Mela Brooksa w chorzowskiej Rozrywce to trzy godziny świetnej zabawy.

Cholera, no to mamy hit i teraz jeszcze będą go pewnie grać przez następne dziesięć lat! – kwituje ze złością swój niepożądany sukces producent teatralny Max Białystok, którego życzeniem było stworzyć musicalową klapę i zarobić na tym miliony. Wybrał najgorszy scenariusz („Wiosna Hitlera”), reżysera, który zgodnie ze swoimi preferencjami dodał do opowieści o Adolfie nieco homoseksualnych wątków, aktorkę, która nie mówi poprawnie po angielsku i najgorszych tancerzy w Nowym Jorku. Aha, a na widowni mieli zasiąść głównie Żydzi. Niestety – wbrew jego wszelkim staraniom, wyszedł hit. Hit wyszedł też Teatrowi Rozrywki w Chorzowie, którego „Producenci” mają zapewnioną dekadę na afiszu i prawdopodobnie niejedną Złotą Maskę.

Jak każdy sukces, tak i ten ma wielu ojców. Pierwszym z nich jest Dariusz Miłkowski, dyrektor chorzowskiej sceny. W ciągu ostatnich pięciu lat Teatr Rozrywki przygotował osiemnaście prapremier. Miłkowski wiele zaryzykował i podjął niepopularną wśród wielu dyrektorów instytucji kulturalnych decyzję, że pora skończyć z kompleksami o artystycznej, śląskiej prowincji. Wymarzył sobie i stworzył swój chorzowski Broadway, a przynajmniej najlepszy teatr muzyczny, na jaki go stać wykorzystując dostępne finanse i potencjał własnego zespołu. Okazało się, że stać nas na satyrę Mela Brooksa, którą na Broadwayu grano sześć lat (ponad 2500 wystawień!) i nagrodzono dwunastoma statuetkami Tony.

Stać nie tylko na tę wyjątkowo dochodową klapę, ale też chorzowski zespół stać na pełen profesjonalizm. Kiedy w niedzielę po prapremierze publiczność kolejny raz biła brawo zespołowi, połowa aplauzu była podziękowaniem za wyśmienitą rozrywkę, druga połowa zaś za ciężką pracę. Po trzech godzinach spędzonych w teatrze miałam wrażenie, że wszystkie kilkadziesiąt osób dało z siebie to, co najlepsze. Sprawiali przy tym wrażenie, że robią to bez ogromnego wysiłku. Ot, talent przerodził się w profesjonalizm.

Drugim ojcem sukcesu „Producentów” jest reżyser Michał Znaniecki. Po raz trzeci współpracuje z Teatrem Rozrywki i w pełni korzysta z danej mu swobody przy nielicencyjnej wersji musicalu (broadwayowską choreografię stworzył Piotr Jagielski zaś scenograficzne rarytasy przygotował Luigi Scoglio). Na konferencji prasowej reżyser przyznał, że dzieło Brooksa to „samograj i maszynka do robienia pieniędzy”. Owszem, pod jednym jednak warunkiem – że spektakl będzie dobrze zrobiony i nie straci swojego zawrotnego tempa. A tego chorzowskiej inscenizacji nie brakuje.

Wszystko za sprawą doborowej obsady. W rolę bezdusznego show-biznesmena Białego wciela się Jacenty Jędrusik – bez wątpienia aktorska osobowość Rozrywki. W „Producentach” partneruje mu Paweł Strymiński (gościnnie z muzycznej Romy), który jest wręcz stworzony do roli Blooma – nieśmiałego i pedantycznego księgowego, który marzy skrycie by zostać producentem na Broadwayu. Z połączenia tych dwóch wokalnych i scenicznych temperamentów wyszedł majstersztyk. Na drugim, trzecim, czwartym planie znajdziemy role równie świetne. Katarzyna Hołub bez zarzutu gra „szwietną Szwedkę”, a do teatralnej historii przejdzie na pewno Adam Szymura z bawarskimi szlagierami (np.: „Haben Sie gehört das deutsche Band?”), nie wspominając o całej paradzie artystów-gejów, która przetacza się przez scenę u Brooksa (w tej wykpionej do granic kreacji Dariusz Niebudek, Sebastian Ziomek i Bartłomiej Kuciel).

Można bez końca mnożyć udane inscenizacyjne detale, songi czy sceny. Jednak „Producenci” to nie tylko rozrywka na najlepszym poziomie. Dla wielu musical to wciąż jedynie muzyczno-taneczna składanka sceniczna. Ale nie wolno zapominać, że nierzadko przybiera ostrą i wyjątkowo niepoprawną politycznie formę. Wiedzą o tym doskonale Anglicy i Amerykanie, którzy właśnie na West Endzie i Broadwayu szukają dobitnych komentarzy do współczesnych wydarzeń. W czasach, kiedy kolejne biesiady kabaretowe przekraczają granice artystycznej przyzwoitości, szczęśliwie musical w Polsce ma się coraz lepiej. A wyjątkowo dobrze ma się na Śląsku. Wystarczy zerknąć na repertuar Rozrywki i Gliwickiego Teatru Muzycznego.

We wtorek czwarty i zarazem ostatni spektakl „Producentów” w tym sezonie. Ponownie na afiszu od września.

(Aleksandra Czapla-Oslislo, Gazeta Wyborcza Katowice)